Wyjazdy, Przygody - Relacje



13 grudnia 2009, Endrju napisał: "Namawiam serdecznie do wizyt w Pińczowie w nadchodzącym sezonie.
Holowanie za motolotnią to żadne cuda - dajcie się namówić, przecież ma kto wytłumaczyć i pomóc.
Może doczekamy Lotniowych Mistrzostw Polski w Polsce! - rozegranych kompletem ambitnych konkurencji."

Jako, że lotniarze to ludek konkretny i nie dający się długo namawiać, zaskutkowało to jak do tej pory
trzema świetnymi spotkaniami szkoleniowymi.

Wprawdzie już w Wielkopolsce oraz na Śląsku wróble głośno ćwierkały o intensywnych poczynaniach
Pilotów Mosquito, jednak OFICJALNEGO OTWARCIA SEZONU MOSQUITO 2011
dokonał w dniu wczorajszym, - czyli 16 stycznia 2011  >>>>> ROLAND !!!

 

      Miejsce akcji: zbocze Mieroszowskie
Czas akcji: 4 stycznia 2011, sroga zima
W roli głównej: Andrzej
Wniosek z powyższego: SEZON LOTNIOWY
2011 OTWARTY !!!!!! 
 

 




Miejsce akcji: zbocze Mieroszowskie
Czas akcji: koniec grudnia 2010, sroga zima
W roli głównej: Paulina
Wniosek z powyższego: koniec męskiego monopolu w polskim lotniarstwie czasów "nowożytnych" ;-)))


A jak to było kiedyś...? - Zapraszamy do przeczytania artykułu o Beacie Ślezińskiej - żyjącej Legendzie polskiego lotniarstwa. :-)
Artykuł pochodzi z miesięcznika "Panorama Śląska", który ukazał się w 1981 roku.
Materiały zródłowe były mocno zniszczone, ale na szczęście udało się uzyskać kompletny tekst.
Serdeczne podziękowania dla P. Zygmunta Koniecznego :-)))


Foto: Bartek



 
            

 

            


foto: Paweł Bulat - Paweł, wielkie dzięki za zdjęcia!
Pod artykułem już 5 filmików..., kolejne w drodze :-)

joomplu:2306
Wczoraj (26.03.2010) wieczorem, po niesamowicie wiosennym dniu, spędzonym na Szybowisku w Mieroszowie, troszkę dłużej marudziłem w hangarze, coś tam gmerałem przy Ruraku i wtedy zacząłem słyszeć te głosy.......

Na początku przeraziłem się, kurcze chyba ciepło (20st.C), wiatr (do 9m/s) i przebywanie w powietrzu mi nie służy i trzeba będzie wybrać się do jakiegoś specjalisty.
Zmusiłem swoje nieliczne neurony do wytężonej pracy, no ale dalej słyszałem te głosy.
Dochodziły z okolic wieszaka, na którym odpoczywają nasze loteńki (Merlin 158-moja, Merlin 148-Darka, Vertigo-Jarka, Bliżniaczki Synergie Club 15-Adama i Fernanda, Brasil Icaro 2000-Wojtka).
Podszedłem bliżej, no i wyjaśniło się wszystko, - to nasze słoneczka prowadziły ożywioną dyskusję o...
Zresztą poczytajcie sami:






- (Vertigo) No dziewczyny, ale sobie dziś polatałam, Jarek pierwszy raz w tym roku wyciągnął mnie z hangaru, ostatnio czułam wiatr w linkach w zeszłym roku. No ale w końcu zrekompensowałam sobie tą abstynencję. Polecieliśmy nad Spicak na czeską stronę. Było tak jak lubię, czyli ostra jazda bez trzymanki, tłok na stoku, powietrze porwane, trzeba było powalczyć aby utrzymać się u góry i tak ze dwie godziny. A jak u Was dziewczyny?

- (Brasil) No mój Wojtuś to już w środę się ze mną spotkał, jak ja za nim tęskniłam w te zimowe wieczory. To środowe spotkanie to takie jakieś krótkie było, takie sobie spacerki pod rampę i krótkie ślizgi, mówił mi, że chce się przygotować do wyjazdu do Monte Carlo. No ale dziś to przeszedł samego siebie. Polecieliśmy jako pierwsi na windzie, no ale jakoś po 30 min lotu stwierdziłam, że chcę sobie troszkę odpocząć. Wojtuś oczywiście jak prawdziwy dżentelmen mi na to pozwolił. Mówię Wam dziewczyny jaki on jest szarmancki...

- (Merlin 158) No fajny ten Twój Wojtek. Chociaż muszę Wam powiedzieć, że ten mój grubasek, też jest niczego sobie, lubię jak mnie pieści w powietrzu... Poza tym słowny jest, obiecał mi w zeszłym tygodniu że wpadnie dziś do mnie i spełnił obietnicę, przywiózł nawet Darka dla mojej siostry. Merlin jak tam pierwsze wrażenia ze spotkaniem z Darkiem?

- (Merlin 148) No fajny, jak go pierwszy raz poczułam to mi poszły ciarki po kilu... Widać że należy do tych ze starej szkoły. Najpierw kawa, ciastko, może kino, a dopiero później... no wiecie w powietrze. Dziś poznawaliśmy się od podszewki, pokazałam mu wszystkie moje zakamarki, a on mi opowiadał o sobie, tak czule do mnie mówił... Później poganialiśmy sobie po płycie lotniska, oddał mnie na chwilę jakiemuś Andrzejowi, żebym sobie z nim zleciała, nie bardzo wiedziałam o co chodzi, czy mu się nie spodobałam czy co?

- (Merlin 158) Nie... - oni tak mają, mój Tomek też ten pierwszy raz kazał mi lecieć z Andrzejem, mówią na niego Instruktor, to chyba ktoś ważny? Podobno sprawdza, czy im nie zrobimy krzywdy...

- (Merlin 148) Aaaaa no to mnie trochę uspokoiłaś, no to po tym Instruktorze, wziął mnie w swoje ręce Darek, widziałam, że jest trochę spięty, chyba dawno nie miał tak bliskich kontaktów, to mu trochę pomogłam i w locie i przy lądowaniu. Wiecie przecież jaka jestem, opłacało się, widać było, że zrobiłam na nim wrażenie, podobno jestem szczytem jego marzeń... Już się nie mogę doczekać jutrzejszego dnia, ma znowu przyjechać.

- (Merlin 158) No temu mojemu też muszę pomagać, ale i tak jest nieźle. Dzisiaj wziął mnie na dwa krótkie spacerki pod rampę, a później zdecydowaliśmy się na pierwszy hol. Oj dziewczyny ale tutaj fajnie holują... wystrzeliliśmy w górę, że aż dech zapierało. Później to ja już przejęłam kontrolę i pokazałam mu jak się lata. Widać było, że mu się też podoba. Tłoczno dziś było w powietrzu, latałyśmy razem chyba z Vertigo i którąś z bliźniaczek Synergii? Bliźniaczki, co nic nie mówicie?

- (Synergie Adama) No, dziś to moja siostrunia polatała sobie z Fernando, ja się spotkałam pierwszy raz z Adamem od... już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz ze mną latał. No ale przynajmniej pojawił się. Trochę byłam na niego zła, więc mu za bardzo nie pomagałam, musiał się sam starać. Trzeba przyznać, że ma chłopak do mnie rękę, tylko musi mnie częściej odwiedzać. Jak mi powiedział, że mnie zabiera do Monaco, to już mi przeszło i pośmigaliśmy sobie do wieczora.

- (Synergie Fernadna) Ja to jeszcze przeżywam cały dzisiejszy dzień. Echhhhh ten mój Fernando to jest dopiero chłopak... Wiecie jak ja dawno tak długo nie latałam... On też najpierw zabrał mnie na te spacerki spod rampy. Już te ślizgi spod rampy sprawiały mi przyjemność, było ich chyba z pięć. Ale jak mi powiedział, że zabiera mnie ze sobą do Monte Carlo, to myślałam, że zwariuję ze szczęścia... I wtedy polecieliśmy ten szósty raz i wiecie co on mi zrobił?

- (wszystkie) Co, co, co?

- (Synergie Fernanda) No zabrał mnie na przeszło dwu-godzinny lot, wystartowaliśmy z nóg, a nie jak wy za liną. Było bosko, jak on mnie prowadził, ach jeszcze teraz jak sobie pomyślę o tym, co on mi zrobił, to mi ciarki idą po pokryciu. Słuchajcie dziewczyny on jest naprawdę boski... Nie dość, że zabrał się z nóg na żagiel, a podobno tylko nieliczni lotniarze to tutaj robią, to jeszcze bez żadnych przyrządów latał ze mnę do ostatniego tchu... już się nie mogę doczekać tego wyjazdu do Monte Carlo... dziewczyny ja się chyba zakochałam!!!!

- (Merlin 158) No fajny jest ten Twój Fernando, wcale Ci się nie dziwię. Mój to mnie nie zabiera do Monaco - niestety. Dziś to był jakiś taki roztargniony, nie zabrał radia i wariometru. W zasadzie to tylko dzięki Twojemu Wojtkowi dziś polataliśmy. Wojtek pożyczył nam wasz wariometr. Za to zapominalstwo to dziś Tomka trochę pomęczyłam, dostał w kość. Po przeszło godzinnym lawirowaniu miedzy glajtami i walce z żaglo-termiką, powiedział, że już musi lądować, bo nie daje rady. Uszanowałam jego decyzję, bo lepiej wylądować w całości po takiej walce, jeszcze nie miałby sił przy lądowaniu i co wtedy. No ale to było niezapomniane uczucie polatać sobie z Wami dziewczyny w większym gronie.

- (Brasil) No, jak Was z dołu obserwowałam to mi się zrobiło głupio, że kazałam Wojtkowi lądować w tym pierwszym locie, patrzył na Was i drepcząc w kółko mówił: kurcze ja też tak chcę. Więc jak wylądowaliście, zdecydowałam się polecieć jeszcze raz. Opłacało się, w powietrzu zrobiło się już masło i Wojtuś mógł nalatać się do woli. Polecieliśmy nad Spicaka do Czech i z powrotem tak kilka razy. Musiałam go tam zabrać bo nie mogłam patrzeć jak on cierpiał na ziemi, a przecież jest taki dobry dla mnie. Śmigaliśmy jeszcze prawie 3 godziny i na koniec wylądowaliśmy w centrze. - Pssssyt dziewczyny tu chyba ktoś jest...!

I zaległa cisza.
Mimo, że siedziałem jak trusia jeszcze a z pół godziny, udając, że mnie tam nie ma, nie usłyszałem już jak nasze dziewczyny rozmawiają.
Mam nadzieję że jeszcze kiedyś uda mi się je podsłuchać.

PS. A tak przy okazji - to z tym "grubaskiem" to moja Merlin trochę przesadziła...